Przygody Siergiej a Nestugov a w świecie postapokaliptystycznej Polski
RSS
sobota, 18 grudnia 2010

Dziki pies krążył między drzewami, a raczej między tym co kiedyś nazywało się drzewami. Teraz były to po prostu wypalone kikuty, które przywodziły na myśl spalone zapałki. Kundel najwyraźniej złapał jakiś trop i zaczął podążać w kierunku przewróconego drzewa. Moje mięsnie były już napięte jak struna i czekałem tylko na odpowiedni moment. Pies był już koło zwalonego pnia gdy, podniósł swój łeb, nasłuchując. Jeżeli teraz mi ucieknie to będę naprawdę zły. Pies rozejrzał się w każdym możliwym, wedle psiego rozumowania, kierunku i powróciło węszenia. Uznałem że lepszej sytuacji nie będzie. Zanim pies zorientował się co się święci, już miotał się oplątany siecią. Sztuczka ta była o tyle dobra że zwierzęta zwykle tylko spodziewają się  zagrożenia z ziemi. Tymczasem nigdy nie patrzą do góry. Dobrze że już go mam, bo pasy którymi byłem przywiązany do gałęzi dębu zaczynały już mnie uwierać tu i tam.

Przyjrzałem się bliżej mojej zdobyczy. Kundel już się nie rzucał, widocznie wiedział że nie ma sensu dalszy opór. To jest jeden z dobrych efektów mutacji zwierząt. Te co przeżyły, stały się rozumne i przebiegłe. Nie raz widziałem jak watahy psów stosują taktykę, zaczepną tylko po to zwabić mnie w ślepy zaułek. Jednak, drogie pieski, ja w tym lesie nie jestem na weekendowy piknik.

Kundel był chudy i widać że dawno nie miał okazji nic przegryźć.  Jednak zauważyłem , że ma dośc dobrze zbudowane ciało, co mogło znaczyć że był kiedyś Alfą w stadzie, jednak stał się za stary i ktoś go dosłownie ,,wygryzł”, co widać na jego prawym boku. Wrzuciłem go do dużego płóciennego worka i postanowiłem wracać. Zraz będzie się ściemniać. Właściwie zawsze panował półmrok przez wszechobecne na niebie chmury czarnego pyłu. Ale noc była gorsza, ze względu na swoich władców.

Dom. W starej książce znalazłem kiedyś ciekawy obrazek. Kobieta, mężczyzna i dwójka dzieci, stali razem przed budynkiem o szpiczastym dachu. W oknach zamiast, metalowych blach były jakieś dziwne tkaniny wyszywane kolorową jak tęcza nicią. Całość wyglądała jakoś bajkowo i nierealnie. Pod obrazkiem widniał napis ,,Nasz dom, w nim jesteśmy bezpieczni”. Tu się nie zgodziłem, ta imitacja budynku nie przetrwała by najazdu Dzikich, czy strzału z moździerza. Mój ,,dom” przetrwał obie rzeczy po dwa razy…

Powoli się zbliżałem, widziałem już jedyne w swoim rodzaju drzewo. Nazywałem je Drzewem Cierpień. Był to prosty pal zaostrzony na obu końcach, jeden koniec był wbity w ziemie, a drugi w ciało ostatniego degenerata który próbował mnie obrobić.

Trzydzieści kroków od tego drzewa, znajdował się właz w ziemi, oczywiście pod moją nieobecność jest przykryty czymś co imituje pospolity, niczym nie wyróżniający się krzak. Gdy już wszedłem do włazu i stwierdziłem że nikt tu nie był, zszedłem po wąskiej drabince i stanąłem przed sporymi drzwiami z litej stali. Zapomniałem wspomnieć że mieszkam w bunkrze atomowym? Kiedyś i może był to bunkier, jednak kiedy ja i ojciec znaleźliśmy to miejsce, przypominało jakaś ubojnie. Wszędzie był zapach słodki zapach krwi, gdzie nie spojrzeć były zwłoki dawnych mieszkańców bunkra. Ostrożnie przeszukaliśmy bunkier, ale nie znaleźliśmy nic, oprócz wszechogarniającego odoru śmierci. Posprzątaliśmy i mam przytulne gniazdko, ,,mam” bo ojciec skończył z stalowym szpikulcem w brzuchu gdy targował się o skóry w Promie. Zawszę lubił stosować ,,Agresywne Techniki Sprzedaży”, więc logiczne że kiedyś musiał poznać ,,Bardzo Agresywne Techniki Kupna”.

Teraz muszę zdecydować co zrobić z dzisiejszą zdobyczą. Sprzedać żywego jakiemuś treserowi, czy może oskórować i pozbawić mięska. Pies był kiedyś Alfa, wiec na tresurę się nie przyda. Ale ma też pogryziony bok, więc skóra będzie licha. Dobra pomyśle jutro.

Będąc już w bunkrze, odpaliłem agregat i cały bunkier oblała fala światłości. Psa wrzuciłem do klatki, na takie okazji przyszykowane. Chociaż gościli  w niej także zbyt odważni gangerzy i degeneraci. Agregat, zżerał trochę paliwa, ale bunkrowe zapasy też były spore. Gdy tylko wszedłem do segmentu sypialnego, jakich było 5 w bunkrze, uderzyło mnie zmęczenie i czym prędzej położyłem się do łóżka. Jutro czekała mnie wyprawa do Promu.